Święta, święta!!!

25. grudnia to dzień wyjątkowy.

 

Stroimy domy kolorowymi ozdobami: sztucznymi bałwankami, reniferami, soplami śniegu, gwiazdkami - tym wszystkim, co kojarzy się z zimą. Ubieramy zimozielone drzewa, zapalamy światełka i zwieńczamy je lśniącą gwiazdą. Wszystko wygląda jak rozgwieżdżone zimowe niebo. Czujemy podniosłą świąteczną atmosferę, obdarowujemy się prezentami, a dzień ten poprzedzamy uroczystą kolacją i śpiewamy lub słuchamy specjalnych utworów muzycznych. W podkładzie muzycznym pojawiają się dźwięki dzwonków sań lub małych dzwoneczków brzmiących jak spadające śnieżynki.

 

25. grudnia był dniem świątecznym już dziesięć tysięcy lat temu, a zapewne i dłużej.

Otóż przyjęto, że po dniu zimowego przesilenia, kiedy występuje najkrótszy dzień w roku, a Słońce - z naszego punktu widzenia - okala Ziemię najniżej nad widnokręgiem, długość dnia przez trzy kolejne doby nie zmienia się znacznie, po czym - 25. grudnia właśnie - dnia zaczyna przybywać i tak jest aż do letniego przesilenia, gdy to noc jest najkrótsza. Gdy spojrzymy na kalendarz z podanym czasem wschodu i zachodu słońca, to okaże się, że jest nieco inaczej. Pewnie dlatego Nowy Rok świętujemy dopiero 1. stycznia. "Na nowy rok przybywa dnia na barani skok." Jednak za datę przełomową przyjmuje się 25. grudnia, bo ten dzień świętowano od dawna, a zwyczaje trudno zmienić. Łatwiej już nadać im nową nazwę. Przede wszystkim w tym czasie nadchodzi Pani Zima, którą hucznie witano, i stąd śnieżne symbole. Pomimo, że uroczystość przywitania białej pory roku została wyparta przez inne zwyczaje, jej elementy są wciąż widoczne. Wiemy, że początek zimy to 21. grudnia, bo tak przyjęliśmy. Nie oznacza to jednak, że nagle, 21. dnia grudnia, śnieg pokrywa połać i leży wytrwale do nadejścia wiosny. Dla uproszczenia podzielono rok na cztery równe odcinki czasu i przyjęto, że zima zaczyna się w dniu, kiedy Słońce wchodzi w znak Koziorożca.

 

Inne, pokrywające się z tą datą, zjawisko to wspomniane przesilenie. Możemy zatem powiedzieć, że na półkuli północnej 25. grudnia światło zaczyna pokonywać mrok lub ciemność przegrywa walkę ze światłością, więc z niecierpliwością wyglądamy zwiastuna dnia.

(Na półkuli południowej w tym czasie ma miejsce przesilenie letnie).

Przypominając sobie szkolne przedstawienia, widzimy Nowy Rok jako małego chłopca. To sprawa umowna, gdyż Słońce nie we wszystkich językach jest wyrazem rodzaju męskiego, natomiast boża dziecina jest czasem przedstawiana jako dziecko w długiej szatce i z dziewczęcymi rysami twarzy. Gdy przyjrzymy się tym obrazom dokładniej, zauważymy świetlistą poświatę wokół głowy. Nadając naszemu słonecznemu bohaterowi cechy ludzkie, możemy uznać, że 25. grudnia rodzi się on lub po trzech dniach - na których długość zamiera, bo długość dnia pozostaje stała - zmartwychwstaje. (Dlatego, moim zdaniem, dzień zmartwychwstania,  w "naszej" szerokości geograficznej, również możemy obchodzić w tym czasie, choć wtedy pozostałoby do nazwania inne zjawisko astronomiczne, obserwowane wiosną: równonoc wiosenna). Świętujemy zatem nadejście, przybliżanie się Słońca. Trzy dni po tym, jak Słońce ustaje (zamiera, umiera...), ucztujemy i nazajutrz z niecierpliwością czekamy na pojawienie się go nad horyzontem. To jest właśnie ta pierwsza gwiazdka, z niecierpliwością wyczekiwana i wspominana w śpiewanych na tę cześć utworach muzycznych. Błędnie myli się ją z gwiazdą, która będzie widoczna jako pierwsza na wieczornym niebie. Gwiazda to słońce. Pierwsza gwiazda to słońce nam najbliższe. To tej gwiazdy z niecierpliwością wypatrywano.

Boże Narodzenie to symboliczne przybywanie światła. Słońce zaczyna wschodzić coraz wcześniej. Niestety, w odróżnieniu od wielu innych gwiazd, ta leżąca w centrum naszego układu słonecznego nie ma stałej nazwy własnej. Solarnemu bohaterowi należy wobec tego nadać jakieś imię. W historii było już wiele takich imion.

 

Oto kilka przykładów:

W Egipcie był to Horus, zrodzony z dziewicy Izydy lub Nut Boży Syn, którego ojcem był Ozyrys lub Geb.

W Aleksandrii 25. grudnia obchodzono święto Heliosa, boga światła i Słońca, zaś 6. stycznia świętowano dzień Aiona - był to festiwal księżyca. Potem dzień ten przekształcono na dzień Epifanii (na cześć Epifanesa), a następnie stał się on świętem Trzech Króli. Czemu trzech - nie wiadomo, jak nie wiadomo, czemu króli. Jedyny znany mi zapis tego dotyczący to "mędrcy ze wschodu przybyli", co znaczy coś zupełnie innego, niż pochopnie sądzimy, ale o tym nie dziś.

Rzymianie w dniu 25. grudnia czcili narodzenie Mitry, którego wypatrzyli pasterze. Jego przydomek: Sol Invictus to niezwyciężone Słońce, które właśnie się rodzi. Nawet papież Leon Wielki (440-461) żądał, aby odwiedzający świątynię św. Piotra, przed przekroczeniem progu odwracali się (dosł. nawracali się) i składali cześć wschodzącemu Słońcu: Sol Invictus.

W żadnej Ewangelii nie podano pory roku, w której miał narodzić się Jezus, a jednak za ten czas przyjmuje się 25. grudnia. Ustalono tak dopiero w czwartym stuleciu naszej ery w Kościele Wschodnim.

25. grudnia świętowano Nowy Rok aż do 1691, kiedy to papież Innocenty XII przełożył ten dzień na 1. stycznia.

Julfest był starogermańskim świętem Wszystkich Dusz (Allerseelenfeier) obchodzonym właśnie w czasie zimowego przesilenia.

W czasie dwunastu dni i nocy (25.grudnia - 6 stycznia) wędrował bóg Wodan (skand. Odin) przez zaśnieżone pola w towarzystwie swojej Małżonki Berchty. Stąd niemiecka nazwa świąt Weihnachten (święte noce; liczba mnoga!). Dlatego też w tym czasie życzymy sobie wesołych świąt. Dosłownie: świętych nocy. Z biegiem lat dwanaście dni skróciło się do dwóch, a mimo to czujemy ten dwunastodniowy okres jako szczególny.

Na Skandynawii wierzy się, że w tym czasie przychodzą duchy zmarłych i można się z nimi komunikować. Stawia się dodatkowe nakrycie. Jest to nakrycie dla duchów, nazywanych zabłąkanymi wędrowcami. Po świątecznym posiłku nie sprząta się ze stołu, lecz zostawia jedzenie, aby dusze mogły się posilić.  Czy czegoś nam to nie przypomina?

Chanuka (Święto Ognia, Święto Światła) to ośmiodniowe święto zaczynające się od 25. dnia miesiąca kislew. Towarzyszy mu rytualne zapalanie świec lub lampek oliwnych umieszczanych na specjalnym świeczniku. A co symbolizuje ośmioramienny kandelabr z dziewiątą - centralną świecą? Jak myślisz?

 

Boga - Słońce mianowano rozmaitymi przydomkami kojarzącymi się ze światłem i jasnością. Nawet królowie i faraonowie używali przydomków przypisywanych solarnemu bóstwu - Słońcu. Stąd takie określenia jak Najjaśniejszy Pan, Jaśnie Pan, Miłościwie nam panujący.

 

Tworząc alegoryczne opowieści, możemy napisać cały życiorys słonecznemu bohaterowi, a gdy znamy roczną wędrówkę Słońca wzdłuż Pasa Zodiakalnego, opowieści mogą być bardzo urozmaicone. Ktoś zorientowany w temacie stare opowieści zrozumie alegorycznie i pojmie, o co w nich chodzi, natomiast osoba nieznająca mechaniki nieba i podlegająca sugestiom może rozumieć opowieści dosłownie.

Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę archaizmy, które były pospolite w czasie tworzenia opowieści, a teraz są dla nas niezrozumiałe, oraz wszelkie idiomy, których nie powinno się tłumaczyć słowo w słowo, metafory i persononifikacje.

 

Boże Narodzenie, czyli przyjście Zbawiciela (który zbawia ludzi od ciemności) na świat poprzedza Adwent; dosłownie: przyjście właśnie, a w zasadzie oczekiwanie przyjścia. Adwent obchodzono już w 5. stuleciu, kiedy to trwał on - podobnie jak Wielki Post - 40 dni. Zaczynało go ucztowanie w dniu św. Marcina, po czym następował okres zadumy, ciszy i przygotowania na przyjście dnia przesilenia zimowego, w którym to Słońce - Bóg narodzi się na nowo.

 

Warto wspomnieć, że 13. grudnia obchodzimy dzień św. Łucji - nosicielki światła, patronki ociemniałych. Kult św. Łucji jest szczególnie mocno rozpowszechniony w krajach skandynawskich. Według wierzeń 13. grudnia Łucja unosi się nad pokrytymi śniegiem połaciami w świetlistej koronie na głowie. (Kolejna personifikacja Słońca?). Tradycją w Szwecji jest to, że tego dnia młode dziewczyny wstają wcześnie rano i ubrane w białe szaty zakładają sobie na głowy wieńce ze świecami.

Dlaczego właśnie na Skandynawii zwyczaje związane z tym okresem są tak żywe, a tradycje pielęgnowane? Myślę, że chodzi o pewne zachodzące tam zjawisko, które obserwujemy na dalekiej północy: noc polarną. Nietrudno sobie wyobrazić, z jaką tęsknotą wyczekiwano dnia (a raczej chwili), w którym Słońce ponownie pojawi się nad horyzontem. Celtowie rok dzielili na porę ciemną i porę jasną. Pora ciemna zaczynała się od równonocy jesiennej i kończyła na równonocy wiosennej, ustępując porze jasnej.

 

Tradycje i zwyczaje związane dniem Narodzenia różnią się w poszczególnych krajach, a nawet regionach. W Polsce 24. grudnia prezenty roznosi Mikołaj, Gwiazdor lub Dzieciątko. To jest tylko symboliczne obdarowywanie się. Otrzymujemy przecież dar. Światło, które jest symbolem świadomości, oświecenia, mądrości i prawdy. Tak czy inaczej dzień Przyjścia Zbawiciela to dzień wyjątkowy. Dzień spokoju, zadumy, empatii. Wiadomo, że wtedy nawet bydlęta (bydlaki) mówią ludzkim głosem.

(Pamiętam jak, będąc dzieckiem, wymknęłam się nocą do obory, żeby to sprawdzić. Wtedy nie wiedziałam, że to przenośnia).

 

 

Na zakończenie jeszcze słów kilka o symbolice świec (teraz częściej elektrycznych lampek) i gwiazdy.

Łatwo się domyślić, że światło lampek ma rozproszyć panującą ciemność. Ciemność jest związana z "ciemnymi n/mocami", a te moce osłabiało światło. To światło jest symbolem zrozumienia, a więc przeciwieństwem ciemności (ciemnoty, niewiedzy). Mówimy, że mamy w czymś jasność, gdy coś staje się zrozumiałe. Mówimy, że coś nam świta, gdy zaczynamy coś pojmować.

W czasie panowania (sił) ciemności, w domach palono świece i ogień. Świece stawiano w oknach, aby ich światło było z dala widoczne. Takie obrzędy zachowały się do dziś. Jeśli znany jest Ci zwyczaj stawiania zapalonej gromnicy w oknie, to wiedz, że jest zwyczaj pogański.

Pentagramy ochronne również zabraniały wstępu (przedstawicielom sił) ciemności do pomieszczeń. Wykonywano je ze słomy lub z gałązek oplatanych wełną, umieszczano świece i podwieszano pod sufitem lub stawiano w oknach. Dziś w domach i przed nimi wieszamy gwiazdy, w których mienią się światełka, często nie znając ich symboliki. Dla przypomnienia dodam, że czyny niemoralne popełnia się najczęściej pod osłoną ciemności lub w ukryciu. Nieprzypadkowe są takie określenia jak ciemne sprawki, czarny charakter, prawda wyszła na jaw, sprawa ujrzała światło dzienne itp.

Odwiedzano się, ucztowano, a podróżnym towarzyszyły pochodnie, śpiew i dźwięki dzwonków. W końcu ciemność wydaje się mniej nieprzyjazna, gdy wyjący zimowy wiatr zagłuszymy radosnym brząkaniem.

 

Gdy już wiemy, skąd wzięło się obchodzone przez nas święto, nasza świadomość wzrasta i znajdujemy wskazówki wcześniej niezauważane. Warto zatem wstać i podnieść głowę z godnością należną boskości...

istoty ludzkiej.

 

Z życzeniami pozostania po jasnej stronie, zachęcam do własnych obserwacji i poszukiwań, więc poprzestanę na jednym przykładzie. Tekst jest raczej znany:

 

"Wypada wśród nocy ogień z obłoku!
Dumają pasterze przy tym widoku.
Każdy pyta, co się dzieje,
Czy nie świta, czy nie dnieje,
Skąd ta łuna bije tak miła oku?"

 

Wesołych Świąt!!!

 

Materiał został opracowany w oparciu o książkę "Märchen der Welt - Märchen und Geschichten zur Weihnachtszeit"

pod redakcją Moniki Weißenberger  (tłum. fragmentów własne) oraz informacje pochodzące z Internetu.